Pages

  • Strona główna
  • O mnie
  • Pamiętnik
  • Przepisy
  • SPAM
  • Linki
Obsługiwane przez usługę Blogger.
piątek, 28 września 2012

"If someone said three years from now, You'd be long gone, I'd stand up and punch them out, Cause they're all wrong"

   Dorastanie bez mamy naprawdę musi być bardzo trudne. Sama na szczęście tego nie doświadczyłam, jednak przyszło mi być z dwoma facetami, którzy tak mieli. To nie wypadki sprawiły, że zostali pozbawieni swojej rodzicielki, nie. To był świadomy wybór tych kobiet. Nie wyobrażam sobie tego; nosić dziecko pod swoim sercem przez dziewięć miesięcy, dbać o to aby było zdrowe. Potem urodzić je w potach i bólu, a na koniec powiedzieć "już cię nie chcę". Jednak życie bywa i tak okrutne. A może to nie wina losu, a nieodpowiedzialności ludzkiej.
   Pierwszy był wychowywany w małej wiosce. Miał przepiękną matkę (wiedziałam to z opowiadań). Związała się ona z człowiekiem, który miał tendencje do bicia kobiet. Na początku wszystko było jak w bajce, do czasu. Przyszedł pierwszy małżeński kryzys i wtedy się zaczęło. Bicie, poniżanie, upokorzenie. Na oczach małego dziecka ten mężczyzna zadawał ciosy jego matce. Kiedy tyran znalazł pracę, ona miała więcej spokoju. Mogła zajmować się synkiem, którego kochała bezgranicznie. Ale kiedy godziny pracy się kończyły on wracał do domu i codziennie odnawiał rany. Kobieta chodziła posiniaczona, starała się to jakoś ukryć, jednak wszyscy dobrze wiedzieli, co się święci. Z czasem nie mogła już sobie poradzić z presją, pod jaką żyła i postanowiła utopić swoje smutki w alkoholu. Z pięknej kobiety, zmieniła się w zwykłego menela. Któregoś dnia, awantura w domu była tak głośna, że sąsiedzi wezwali policję. Wtedy mąż zażądał rozwody z winy jego żony, która, jak później tłumaczył, była alkoholiczką i przepijała wszystkie jego zarobione pieniądze. Dzięki temu sąd ustanowił opiekę nad małym synem ojcu - tyranowi. Przez całe życie wpajał małemu, że matka była zła, że to najgorsza osoba z jaką mógł się związać, że piła, że wyżywała się na nim. Wszystko przedstawiał tak, aby to on był w najlepszym świetle. A co z nią pewnie zapytacie? Otóż po stracie syna załamała się całkiem, podobno leczyła się w szpitalu psychiatrycznym. Gdyby usłyszała słowa jakie padały z ust jej własnego dziecka, na pewno byłoby z nią gorzej. Chłopiec często powtarzał: ja nie mam matki. A ona była! Była, tylko bała się wychylić, bała się tego, co mogłoby się stać gdyby doszło do spotkania z jej eksmężem. Nie miała na tyle odwagi, żeby wrócić po swoje jedyne dziecko, które naprawdę było jedyne, bo po pierwszej ciąży miała jakieś komplikacje, przez co potem była bezpłodna. To jak silną nienawiścią mały pałał do matki, można było porównać do jej miłości. Chcąc nie chcąc wyprowadziła się, jak najdalej od miejsca zamieszkania jej syna.
   A jak do się ma do mnie, pewnie zapytacie. Kiedy spotkałam go po raz pierwszy, byliśmy jeszcze dzieciakami, razem graliśmy w piłkę, wygłupialiśmy się. Znaliśmy się, ale nie utrzymywaliśmy kontaktu. Do pewnego lata. On wyprzystojniał, ja trochę wyrosłam. I tak się zaczęło, a co się zaczęło? No właśnie piekło. Okazało się, że całą nienawiść, jaką wpajał mu ojciec, nie była kierowana tylko do matki, a do wszystkich kobiet. Chłopak gardził nimi, bawił się jak marionetkami, a gdy mu się znudziły, bez pardonu brał kolejną. Wiem, że zdarzyło mu się uderzyć jedną w przypływie złości, no bo co może go hamować skoro jest z nią ot tak. Bo chce kolejnej "dupy" w łóżku. Kiedy chciał potrafił uwieść i zakręcić każdą wokół palca. Na jego szczęście odziedziczył całą matczyną urodę, po ojcu został mu tylko wzrost. Więc wszystko to przychodziło mu z dużą łatwością. Był pewny siebie, wiedział co musi zrobić, żeby mieć daną "partię". Sama długo się za nim uganiałam, musiałam doświadczyć tego wszystkiego na własnej skórze, żeby dać sobie z nim spokój. Na chwilę obecną nie znamy się. Z mojego wyboru nie chcę z nim utrzymywać kontaktów. Sama nie wiem, czy ktoś może zmienić go na tyle, żeby zaczął szanować kobiety. Wydaję mi się, że jest już na to za późno. Teraz dziewczyny, z którymi był wiedzą kim jest, wspólnie czasem rozmawiamy. Jedyną aktualną rzeczą, jaką o nim wiem, to to, że się stoczył. Też zaczął pić, a imprezy nie mają końca. A wszystko po to żeby tylko zaliczyć, skrzywdzić kolejną dziewczynę.


   Drugi przypadek był zupełnie inny. Otóż było sobie małżeństwo, bardzo się kochali. On dobrze zarabiał, ona dbała o dom. Zapragnęli mieć dziecko i tak oto urodził im się pierwszy syn. Po dwóch latach chcieli mieć kolejne, żeby nie było tak dużej różnicy wiekowej. Dziecko urodziło się zaledwie kilogramowe, lekarze nie dawali mu większych szans na przeżycie. Małżeństwo liczyło na najgorsze, kobieta nie spała po nocach, martwiła się, czy jej dziecko przeżyje, a mężczyzna - musiał pracować, żeby ich wszystkich utrzymać. Po kilku niepewnych dniach okazało się, że maluch rośnie w siłę. Kobieta nie mogła wyrazić swojego szczęścia, bowiem miała teraz dwójkę wspaniałych dzieci, synów. Wychowywała ich najlepiej, jak tylko umiała. Kiedy przyszedł na to czas, posłała do szkoły. Ojciec cały czas pracował, zarabiał niemało, ale minusem tego było spotykanie się z dziećmi tylko od święta. Matka idealnie opiekowała się dziećmi, broniła ich jak lwica, za każdym razem, kiedy tylko było coś nie tak. Byli jej skarbami, oczkami w głowie. Na pozór szczęśliwa rodzina. Chłopacy dorastali, dobrze się rozwijali. Pewnej soboty, wszyscy siedzieli sobie w salonie. Kobieta szperała w internecie co chwilę się uśmiechając. Mąż zapytał, głównie z ciekawości, co jest tam takie śmieszne. Ona odpowiedziała, że poznała kolegę i chce, żeby wspólnie, we trójkę wybrali się na kolację. Niczego nie podejrzewający mąż zgodził się, no jak kolega to kolega, nie ma nic przeciwko małemu spotkaniu. Witając się na kolacji, podał mu rękę, rozmawiali, śmiali się przez cały wieczór. Kilka tygodni po tym spotkaniu, kobieta oznajmiła mężowi, że chce rozwodu, bo nie takiego życia chciała. Wyprowadziła się, kiedy dzieci były w szkole. Za kilka dni, facet dostał list ze sądu - pozew rozwodowy i jednocześnie zrzeczenie się praw do opieki nad dziećmi. Ani mąż, ani dzieci nie mogli pojąć tego, co się stało. Mężczyzna zataił fakt, że matka nie chce się już opiekować małymi. Chłopacy często winili się za to, że to oni zrobili coś złego i to tylko i wyłącznie ich wina, że matka odeszła. Ojciec musiał zmienić pracę, żeby częściej przebywać z dziećmi. Było mu bardzo ciężko, bo to wszystko stało się tak niespodziewanie i nagle. Wielkim szokiem dla niego było zrzeczenie się praw, wiedział, że matka bardzo kochała swoje dzieci i nie rozumiał, dlaczego ot tak je po prostu zostawiła. Jako, że byli to chłopcy, stłumili całe emocje w sobie; często kopali w drzwi, uderzali pięściami próbując wyładować gniew. Nie potrafili rozmawiać ze swoim ojcem. Dopiero kiedy trochę dojrzeli, mężczyzna pokazał im dokumenty o zrzeczeniu się praw. Wtedy zrozumieli, że nigdzie, w niczym nie zawinili, że to nie była ich wina. Było im ciężko, musieli nauczyć się zajmować domem, żyć tylko we trójkę. Dodam, że ich ojciec jest wspaniałym człowiekiem, niezwykle miłym i życzliwym. Myślę, że to pozwoliło im normalnie funkcjonować.
   Mnie zdarzyło się być z młodszym z nich. Na szczęście nie było tak strasznie, jak wcześniej. Był bardzo zamknięty w sobie, miał problemy z wyrażeniem uczuć - może nie tyle problemy, co nie wiedział, jak coś okazać. Starał się, na prawdę się starał, ale nie zawsze wychodziło mu to tak, jakby chciał. Był bardzo impulsywny, możliwe, że przez te wszystkie lata, kiedy gromadził złe emocje wewnątrz, one teraz tak się objawiają. Mimo wszystko, bardzo ciepły i serdeczny, tak jak jego ojciec. Dzieci go uwielbiały, ilekroć zjawiał się w pobliżu, wszystkie maluchy otaczały go z różnych stron, a on jakby był w ich wieku bawił się w najlepsze. Przez cały czas poznawał uczucia, to jak wygląda bycie z kimś, budowanie wszystkiego krok po kroku. Poznawanie wszystkiego, jak małe dziecko, uczenie się nowych rzeczy. Och, było trudno, ale teraz wspominam to z uśmiechem na ustach. Do dzisiaj mam z nimi kontakt, wiem, że jego ojciec znalazł równie miłą kobietę, jak on sam. Pasują do siebie jakby od początku byli dla siebie stworzeni.


   Na prawdę życie bez mamy jest strasznie trudne, ale jak widać, wszystko zależy od nastawienia. Jednak mimo wszystko zawsze będzie czegoś brakować, będzie brakować dopełnienia, jakim jest posiadanie obojga rodziców i dorastanie w normalnej, rodzinnej atmosferze.
Pozdrawiam,
Wasza droga,
Bezsprzeczna.
Wyślij pocztą e-mail Wrzuć na bloga Udostępnij w X Udostępnij w usłudze Facebook

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Nowszy post Starszy post
Subskrybuj: Komentarze do posta (Atom)
@ 2011 "Czy wiesz jak to jest być ostatnim, który dowiaduje się, że zamek w drzwiach został zmieniony?"; Theme design : Ray Creations